PRZYJAŹŃ?!

Miały być konie – nie wystarczyło pieniędzy. O wyjeździe w ogóle nie było mowy, bo rodzice mieli problemy finansowe. Miały spotykać się codziennie z Zuźką, jej najlepszą koleżanką – ale w ostatniej chwili okazało się, że rodzice Zuzi zdecydowali się jednak na wyjazd do Włoch. „Full wypas”, jak to z przechwałką w głosie powiedziała koleżanka, nie zdając sobie sprawy, że tym samym rujnuje ostatnią nadzieję Julki na spędzenie jako tako pierwszego miesiąca wakacji. Tak długo na nie czekała, a teraz taka klapa. Znowu siedzenie w domu, głównie samej i bez szans na cokolwiek ciekawego – no bo niby co miałaby robić sama ze sobą.

Znam ją?

Julka bez nadziei włączyła komputer. Było zupełnie inaczej niż w ciągu roku szkolnego. Wtedy też większość czasu spędzała w swoim pokoju, ale przynajmniej na grupkach można było pogadać. A teraz… Nawet jeśli ktoś się na chwilę pojawiał, to zaraz pędził do jakichś swoich spraw. Wiadomo, wakacje! Momentami czuła się, jakby była jedyną osobą na planecie! I w takim właśnie momencie odezwała się do niej Wiktoria. Julka nawet się trochę zdziwiła. Owszem, znały się, bo miały przed pandemią razem WF (klasę jej i Wiktorii łączyli, żeby dziewczyny miały zajęcia z dziewczynami, a chłopaki z chłopakami), ale nigdy nie były kumpelami. No spotkały się też parę razy na osiedlu, bo mieszkały w sąsiednich blokach. Ale Julka miała swoich przyjaciół, a Wiktoria swoich. Tak naprawdę pogadały ze sobą raptem parę razy.

Telefon

Przez chwilę Julka usiłowała sobie przypomnieć, z kim zwykle widywała Wiktorię, ale jakoś jej to nie wyszło. Chyba nie miała takiej jednej, najważniejszej przyjaciółki.

– Hej, co tam? – zagadnęła ją przyjaźnie Wiktoria, dołączając do wiadomości kilka uśmiechniętych buziek. Julce od razu zrobiło się lżej na duszy. Całkiem spoko ta Wiktoria, pomyślała, a potem szybko odklikała:

– Szczerze, to słabo. Nikogo nie ma, nudzi mi się…

– Idę na warsztaty z gliny – odpisała Wiktoria. – Dom kultury organizuje, wchodzisz w to?

– Nie mam kasy – odpisała od razu Julka.

Rozmowa z Wiktorią była o wiele przyjemniejsza, niż samotne wgapianie się w ekran monitora z nadzieją, że coś się w końcu wydarzy. Spodziewała się, że za chwilę koleżanka odpisze coś w stylu „jasne, spoko, innym razem”, ale w tym momencie zadzwonił telefon. Nie znała numeru, który się wyświetlił, i przez chwilę pomyślała, że może lepiej nie odbierać. W końcu przemogła się i nacisnęła „odbierz”:

– To ja, Wiktoria – usłyszała ku swojemu zdumieniu.

– Skąd masz mój numer? – zapytała odruchowo Julka, zanim zastanowiła się, że Wiktoria może pomyśleć, że to jakaś pretensja. W końcu to żadna tajemnica. Numer telefonu mogła jej dać choćby któraś dziewczyna z klasy.

– Pamiętasz, w trzeciej klasie byłyśmy razem na lecie w mieście – przypomniała jej spokojnie Wiktoria. – Wtedy mi dałaś…

– Racja – przerwała jej Julka.

– Dzwonię, bo z tymi warsztatami to nie tak – mówiła szybko Wiktoria, jakby bała się, że za chwilę Julka się rozłączy. – Ja też nie mam kasy. Jakbym miała, to bym nie siedziała przed kompem, tylko nad morzem albo za granicą, o, to by było jeszcze lepsze! – zaśmiała się.

Fakt. Nie pomyślała o tym.

– Te warsztaty są za free – wyjaśniła Wiktoria.

– Zupełnie za darmo? – nie dowierzała Julka.

– Wiesz, to niedokładnie tak działa. Dlatego wolałam zadzwonić, żeby ci wszystko opowiedzieć. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu? – zmieszała się nagle Wiktoria. – Może ty wcale nie chcesz ze mną nigdzie iść? – dodała ciszej.

Julce zrobiło się bardzo głupio. Faktycznie, choć się znały, jakoś niespecjalnie zwracały na siebie uwagę. W zasadzie w ogóle bez powodu! No może w sumie trochę z powodu Zuźki, która niespecjalnie lubiła Wiktorię i zawsze trzymała się od niej z daleka.

– No co ty, pewnie że chcę – powiedziała więc po prostu, tyle że o wiele głośniej, niż zrobiłaby to normalnie.

– No to już ci mówię – Wiktoria wróciła do swojego wesołego, zachęcającego tonu. – Te warsztaty to takie unijne. My uczymy młodsze dzieciaki, a w zamian za to możemy potem sami korzystać z różnych atrakcji. Wiesz, teatr, glina, pracownia muzyczna…

– Coś ty, nawet pracownia muzyczna? To przecież mega! – ucieszyła się Julka. – Dzięki, że mi o tym powiedziałaś! To kiedy tam idziemy?

I tak to się zaczęło…

Za darmo to będziesz robiła?

Dziewczyny tak bardzo wciągnęły się w zajęcia w domu kultury, że obiecały prowadzącej, że będą przychodziły także po wakacjach. Wprawdzie kiedy Zuzia wróciła ze swoich „wypasionych-och-i-ach” wczasów we Włoszech, to zrobiła na czole wielkie kółko i krzyknęła: „Pogięło cię? Za darmo będziesz zajmować się dzieciakami?”, ale Julka się tym nie przejęła. Gdy myślała o sobie i Wiktorii, to wiedziała, że właśnie z nią ma o wiele więcej wspólnych tematów. Ogólnie jakoś takie to wszystko było sensowniejsze. Nie zamierzała Zuzi nic mówić. W końcu – przyjaźniły się tyle czasu. Przyjaciel to nie stare kapcie, które się wyrzuca, kiedy się zużyją. Ale bez wielkich słów wiedziała, że oto w te wakacje wydarzyło się coś ważnego. Znalazła przyjaciółkę. I to dopiero było mega, a nie jakieś tam wczasy we Włoszech…

 

Więcej o sprawach nastolatków w każdym numerze VICTORA!

fot. Halfpoint/Shutterstock.com

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *