Chcesz zmierzyć się z dużym wyzwaniem? Upewnij się, że robisz to dla siebie, a nie na pokaz…
Marcin jeszcze raz spojrzał na wiadomość i po raz trzeci przeczytał ją bardzo dokładnie. Brzmiało nawet nieźle. W końcu wszystko jest dla ludzi, więc olimpiada też. Jasne, że będzie musiał trochę przysiąść, bo nic w życiu nie jest za darmo, ale w końcu nauka mu niestraszna, a czas… no cóż, czas jakoś się znajdzie. Fajnie byłoby być olimpijczykiem. Masz wtedy mnóstwo punktów i o nic się nie martwisz.
Marcin lekko odepchnął się od biurka. Fotel na kółkach bezszelestnie odjechał pół metra i zatrzymał się koło okna. Marcin sięgnął po gumę do żucia i zaczął wyobrażać sobie, jak to by było.
Przede wszystkim kiedy wychowawczyni będzie musiała przy całej klasie powiedzieć, że on ma tyle punktów rankingowych, już dla samej jej miny i dla tej satysfakcji warto to zrobić.
„Nie ma się nad czym zastanawiać” – postanowił. Wstał i poszukał w szufladzie jakiegoś czystego zeszytu.
Olimpiada biologiczna – napisał na okładce i poszedł do pokoju powiedzieć mamie o swoich planach.
– Cudownie! Bardzo mądra decyzja! – mama rozpromieniła się, jakby miała pięć lat.
Oczywiście nie powiedziała: „Przecież ci od roku powtarzam, że to absolutnie najlepsze wyjście”. Na szczęcie mama miała klasę i tylko okazała radość. Żadnego „a nie mówiłam” Marcin nie doświadczył.
– …i chce ci się? – Karolina, siostra Marcina, była znacznie mniej entuzjastyczna. – Monika w zeszłym roku brała udział w historycznej. Kuła kilka miesięcy. Człowieku, w ogóle zniknęła z życia, wypadła poza nawias i nigdy już nie wróciła. Ludzie cię skreślą, zobaczysz. Nikt nie lubi kujonów. Co ty się nagle taki ambitny zrobiłeś? Nie masz jakichś sensowniejszych pomysłów na siebie? Aż tak ci się nudzi?
Karolina skrzywiła się i wydało się Marcinowi, że popatrzyła na niego z lekką odrazą. Chrząknął zakłopotany.
– A ta Monika jest finalistką?
– Skąd! – Karolina uśmiechnęła się z wyraźną satysfakcją. – Zabrakło jej jednego punktu. Zauważyłeś, że tym kujonom zawsze brakuje jednego punktu? Normalnie tyle megagodzin kucia i nic. Zero efektu. Jakieś marne cztery punkty będzie za to miała. No, może szóstkę z historii na koniec, ale to też nie na pewno. Jak chcesz… twój cyrk, twoje małpy, ale… zastanów się, czy warto. Osobiście ci odradzam. Koniec świata! Mój brat ześwirował do końca.
Marcin zagryzł wargi. Poczuł, jak w jednej chwili opadają mu skrzydełka. No tak, tego wcale nie wziął pod uwagę, że przecież może nie przejść. To będzie dopiero obciach. „Wszyscy będą wiedzieli, że startowałem i klapa. A Mariańska? Ale będzie miała satysfakcję. Już ją słyszę, gdy mówi przy całej klasie, że od razu wiedziała, że mój poziom wiedzy i zainteresowania tematem…”.
Marcin pożałował, że powiedział mamie. W zasadzie to jakoś nagle odechciało mu się… może nie tyle olimpiady, bo wiadomo, że wejście do jakiej chcesz szkoły każdemu by się przydało, ale to ryzyko… Niestety, mama już dzwoniła do babci i właśnie ćwierkała, jaka jest z Marcinka dumna. Babcia też była dumna. Wszyscy byli już z niego dumni, chociaż on nawet jeszcze niczego nie zgłosił w szkole.
Następnego dnia postanowił przeprowadzić eksperyment. Gdy przebierali się przed WF-em, nagle powiedział:
– Wiecie co? Strasznie nie chce mi się kuć do tych testów, a słyszałem, że faceci z jakiegoś gimnazjum na Białołęce skrzyknęli się i każdy bierze udział w jakiejś olimpiadzie. Mają testy z głowy i na dodatek… – ale już nie udało mu się dokończyć.
– Od razu mówię: ja w to nie wchodzę.
– Olimpiada? Komu by się chciało? To dobre dla jakichś flaków, co mają za dużo czasu.
– To chyba faceci z jakiejś szkoły specjalnej? Wiadomo, kretynów nie brakuje.
– A ja słyszałem – całkiem serio powiedział Mateusz – że olimpiady są dla ambitnych i brzydkich panienek. Jak facet bierze udział w olimpiadzie, to raczej jest gejem.
– To może być prawda! Na szczęście u nas wszyscy normalni.
– Poza tobą – krzyknął Olek.
Zaczęło się normalne zamieszanie – rzucanie butami, kuksańce. Marcin nawet się nie odezwał. Ciężko usiadł na ławce i zawiązał adidasy. Następną lekcją miała być właśnie biologia, więc miał godzinę, żeby podjąć decyzję. Biegał na rozgrzewce, robił brzuszki i jak sprężyna odbijał się do dwutaktu. Lekcje WF-u nigdy mu się specjalnie nie dłużyły, ale tym razem wręcz galopowały. A czas płynął nieubłaganie.
Gdy zaczęli wybierać składy do gry w kosza, Marcin powiedział, że musi iść do łazienki. Chciał zostać na chwilę sam. Wyszedł z sali gimnastycznej, ale to nie pomogło. Nadal kompletnie nie wiedział, co robić.
W 16. podpowiadamy, jakie moga być wyjścia z sytuacji i konsekwencje tych wyborów.
A co Ty byś zrobiła na
jego miejscu?


















Skomentuj ten artykuł
Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.
Nie dodano jeszcze żadnego komentarza.