Reaguj!

Nie taka była umowa

– To przecież nie fair! Nie może pani tak po prostu zmieniać zasad pod koniec roku! – krzyknął Krzysiek. – Umawialiśmy się na co innego! Mówiła pani, że jeśli napiszę ten sprawdzian na trójkę, to dostanę trzy! Wszyscy słyszeli!

Krzysiek rozejrzał się po kolegach, licząc, że za chwilę go poprą. Ale nikt się nie odezwał. Kinga spuściła głowę i nagle zaczęła pilnie szukać czegoś w piórniku. Tomek grzebał w plecaku z twarzą nisko opuszczoną do ziemi.

– Powiedzcie coś! – jęknął rozpaczliwie Krzysiek, ale – znowu – wszyscy solidarnie milczeli. – Przecież nie może być wam naprawdę wszystko jedno! To mogłoby spotkać i was! – krzyknął, ale znowu nie spotkał się z żadną reakcją.

– Wyluzuj trochę – usłyszał jeszcze gdzieś spod okna i wtedy naprawdę opadły mu ręce.

Przecież to było potwornie niesprawiedliwe. Umawiał się z fizyczką, że jak zaliczy ostatni sprawdzian na trzy, dostanie na koniec roku trójkę. A teraz  nauczycielka wymyśliła sobie, że musi jeszcze przygotować prezentację! To było nie fair! Nie miał czasu na siedzenie nad Power Pointem, ale ważniejsze było to, że – nie takie były ustalenia! Gdyby tylko klasa go poparła, miał szansę wygrać, był tego pewien. W grupie siła. Ale koledzy i koleżanki jakby nabrali wody w usta. Byli zupełnie obojętni. Tylko dlatego, że sprawa nie dotyczyła bezpośrednio ich?! Po prostu nie potrafił w to uwierzyć! Ostatni raz spojrzał po klasie. Nikt nie podniósł głowy.

– To chyba sobie pewne sprawy wyjaśniliśmy – usłyszał lodowaty głos fizyczki. – Poproszę o prezentację na wtorek.

Dalej nie słuchał. Też zaczęło mu się robić wszystko jedno.

Zobacz, co tam się dzieje…

– Tam, popatrz! – Zuza szarpnęła Wiolkę za rękę. – Ten kot…

– Przestań – Wiola nie przerwała studiowania wiadomości w telefonie. – Co mnie to teraz… O, zobacz, mam dwa polubienia!

– Wiola, oni się tam znęcają nad kotem! Nad bezbronnym zwierzęciem! – Zuza nie dawała za wygraną.

Była coraz bardziej przerażona. Scenka w kącie podwórza, choć widziała ją ze sporej odległości, nie pozostawiała wątpliwości. Grupa osób, które znały z widzenia, męczyła kota. Zuzia nie widziała dokładnie, co się dzieje, ale w ręku jednego z chłopaków zobaczyła zapalniczkę… To było przerażające! Kot miauczał coraz głośniej… Musiała działać!

– Nie możemy tego tak zostawić! Chodź ze mną! – szarpnęła przyjaciółkę za rękę.

– Daj spokój – wyrwała się Wiola. – Widzisz tych gości? To Konrad i jego banda! Chcesz mieć przechlapane po wakacjach w szkole? Oni nie dadzą nam żyć!

– Ale to chodzi o zwierzę! – entuzjazmowała się Zuzia. – O jego życie! Trzeba coś robić!

Zuźka nie mogła zrozumieć zachowania przyjaciółki. Jak Wiolka była w stanie sprawdzać sobie wiadomości w telefonie, gdy kilka metrów dalej rozgrywał się prawdziwy dramat?!

– Rób co chcesz, ja w to nie wchodzę. Co to, mój kot?! – Wiola jakby nigdy nic schowała telefon do plecaka. Miała się narażać dla jakiegoś tam obcego kota?! Przecież jak nie zamęczą tego zwierzaka, to wezmą się za kolejnego. Całego świata człowiek nie zbawi!

 

Dlaczego znieczulica jest wśród nas?

Psychologowie od wielu lat badają przyczyny narastającej znieczulicy wśród młodzieży. Wśród powodów tego, że młodzi ludzi są obojętni, wymieniają wzorce w środowisku rodzinnym i szkolnym (jeśli rodzice wolą odwrócić wzrok, np. widząc leżącą na ulicy osobę, niż sprawdzić, czy na pewno nie potrzebuje pomocy – istnieje duże prawdopodobieństwo, że ich dziecko zachowa się w podobnej sytuacji tak samo), strach (czasami podjęcie działania wiąże się z poważnymi – w rozumieniu młodego człowieka – konsekwencjami, np. odrzuceniem przez grupę) czy niechęć do zwracania na siebie uwagi lub nieśmiałość.

Bardzo często przyczyną tego, że ludzie nie reagują w sytuacjach tej reakcji ewidentnie wymagających, jest tak zwana odpowiedzialność rozproszona. To sytuacja, w której każdy obserwator czuje się anonimowy i uważa, że to ktoś inny powinien podjąć działanie. Badania naukowe1 potwierdzają, że im mniej jest świadków danego zdarzenia, tym szanse na podjęcie interwencji przez pozostałych – rosną.

Nie bądź obojętny!

Mimo że obojętność jest w pewnym sensie wpisana w strukturę naszego mózgu (który lubi poruszanie się utartymi schematami, a każda nietypowa sytuacja i zachowanie się w niej wymaga przełamania tych schematów) – nie należy się jej poddawać! Przełamuj własne ograniczenia! Reaguj! Często wystarczy zwykłe: „Nie, na to się nie zgadzam, przestań” – żeby sprawca agresji odstąpił od danego działania. Jeśli ta niezgoda poparta jest głosami kilku osób – „wygrana” jest praktycznie stuprocentowo pewna!

Reaguj i… bądź rozsądny!

Nierzadko można spotkać się z sytuacją, gdy siły reagującego i agresora są nierówne, a reakcja może spotkać się z ostrą, czasem nawet fizyczną, napaścią. Tak może być np. w sytuacji, gdy jesteś świadkiem, jak grupa młodzieży wyraźnie będąca pod wpływem alkoholu lub innych substancji, wyzywa kobietę. Rzucanie się pomiędzy nich z okrzykiem typu: „zostawcie ją!” jest w takiej sytuacji co najmniej nierozsądne. Pierwsza zasada ratownictwa medycznego mówi o tym, że ratownik musi zadbać przede wszystkim o własne bezpieczeństwo. Nie rzucamy się ratować tonącego, jeśli sami nie umiemy pływać. Tu sytuacja jest podobna. Zamiast pomóc napadniętej, możemy tylko bardziej rozjuszyć napastników i pogorszyć sytuację – i ofiary, i swoją. Nie znaczy to jednak, że w takiej sytuacji należy odstąpić od reagowania. Reakcja powinna być po prostu dostosowana do warunków. Należy jak najszybciej poszukać wsparcia (pamiętając o tym, by zwracać się do konkretnej osoby, np. „Czy PAN może mi pomóc?”), zadzwonić na Policję czy Straż Miejską, podając jak najwięcej szczegółów zajścia.

 

1W 1964 r. na ulicy została zamordowana kobieta. Zajściu przyglądało się bezczynnie 38 świadków. Po tym wydarzeniu dwóch psychologów społecznych, J. Darley i B. Latane, przeprowadzili eksperyment dotyczący odpowiedzialności rozproszonej. Uczestnicy mieli za zadanie rozmawiać przez interkom na tematy osobiste. Każdy z nich przebywał w osobnym pomieszczeniu, ale uczestnicy mogli się nawzajem słyszeć. W pewnym momencie jedna z osób odpowiedzialnych za przeprowadzenie eksperymentu zaczęła udawać napad epilepsji. 85% spośród badanych przekonanych o tym, że są oni jedynymi świadkami tego zdarzenia – opuszczało swoje pomieszczenie i szukało pomocy! W grupie, gdzie świadków ataku było 5 – takie zachowanie przejawiło tylko u 31% badanych. Pozostali prawdopodobnie sądzili, że pomoc wezwie ktoś inny! (Opis eksperymentu za: www.focus.pl)

 

fot. Dragana Gordic/Shutterstock.com

 

WIĘCEJ O SPRAWACH NASTOLATKÓW W „VICTORZE”!

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *