cogito

Marika Wojciechowska zdradza tajniki pracy scenografa

Praca na walizkach, dowodzenie całym sztabem ludzi, konfrontowanie swych wizji z pomysłami innych osób. Posługiwanie się wiertarką i pędzlem – to umiejętności, którymi dysponuje scenograf.

z1Marika Wojciechowska –  zajmuje się scenografi ą i projektowaniem plakatów teatralnych. Ukończyła studia w Instytucie Sztuk Pięknych Uniwersytetu Rzeszowskiego, zdobyła dyplom artystyczny z wyróżnieniem w pracowni Malarstwa prof. Tadeusza Wiktora, ukończyła także studia podyplomowe w Katedrze Scenografi i na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jest autorką kilkudziesięciu scenografi i do przedstawień w teatrach lalkowych i dramatycznych w Polsce oraz za granicą. Współpracuje również z uczelniami teatralnymi. Nagradzana za scenografi ę do spektakli w krajowych i międzynarodowych konkursach. Pracuje w Teatrze Rampa w Warszawie i Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu, gdzie przygotowuje kolejne premiery.

VICTOR: Jak zostaje się scenografem?

MARIKA WOJCIECHOWSKA: Zawsze interesowałam się sztuką. Lubiłam rysować. Skończyłam liceum plastyczne, a potem poszłam na wydział malarstwa na Uniwersytecie Rzeszowskim. Chciałam malować obrazy. Po skończeniu studiów zdałam sobie sprawę, że z samego malowania obrazów trudno będzie mi wyżyć. Zaczęłam zastanawiać się, co będę dalej robić…

VICTOR: Czyli postanowiła Pani bardzo praktycznie wykorzystać swoje zdolności i wykształcenie?

MARIKA WOJCIECHOWSKA: Przez przypadek trafiłam na staż do teatru im. Wandy Siemaszkowej
w Rzeszowie. Tam dyrektor zaproponował mi wykonanie scenografii na małej scenie. Podglądałam teatr od podszewki, chodząc na próby, ale nie marzyłam o pracy w nim, nie myślałam też w ogóle o związaniu dalszego życia ze scenografią. To przypadek zdecydował, że poszłam w tym kierunku. Gdy po zakończonej pracy dyrektor teatru wezwał mnie na rozmowę, myślałam, że zaproponuje mi pracę. Tymczasem otrzymałam radę – jeśli mi ta praca sprawia frajdę, powinnam pomyśleć o studiach w tym kierunku. Niedawno skończyłam jedne studia i miałam zacząć drugie? Zdecydowałam się jednak na taki krok. Poszłam do Krakowa na Akademię Sztuk Pięknych, na wydział podyplomowy scenografii. Od tamtej pory do dziś pracuję intensywnie jako scenograf.

VICTOR: Scenograf to piękny, ale pewnie też trudny zawód?

MARIKA WOJCIECHOWSKA: Zawód nie jest łatwy. Wiąże się z ciągłym życiem na walizkach i nierzadko trudnymi warunkami pracy. Współpracuję z reżyserem, który ma własną koncepcję scenografii. Zderzamy jego wizję z moją. Czasami bywa to łatwe, czasami trudne. Do tego trzeba dowodzić całym sztabem ludzi, bo scenograf zajmuję się dekoracją, projektowaniem przestrzeni teatralnej, ale i kostiumów, lalek w teatrze lalkowym, czasem też opracowuje programy i plakaty teatralne.

VICTOR: Musi Pani znać się na wielu sprawach…

MARIKA WOJCIECHOWSKA: Muszę znać się na materiałach, z których wykonana ma być scenografia czy kostiumy. Spotykam się z krawcową, konstruktorem, ze stolarzem i czasem ich rozwiązania są lepsze od moich, bo oni mają więcej doświadczenia. Trzeba umieć to pogodzić i być elastycznym. Trzeba być konkretnym i odpowiedzialnym.

VICTOR: Od czego zaczyna Pani swoją pracę przy spektaklu?

MARIKA WOJCIECHOWSKA:  Analizuję tekst. Potem zderzam pomysły z pomysłami reżysera, kompozytora i wspólnie pracujemy nad dziełem.

VICTOR: Pewnie nie wychodzi Pani z teatru?

MARIKA WOJCIECHOWSKA: Pracę mogę wykonywać w domu, na wsi. Jeśli, jak ja, dużo się pracuje, jest się ciągle w podróży. Właściwie nie rozpakowuję walizki, śpię w teatralnych pokojach, w hotelach. Wracam i znów jadę robić projekty.

VICTOR: Za co właściwie odpowiada scenograf?

MARIKA WOJCIECHOWSKA: Nie jest tak, że robię projekt scenografii i nie interesuję się tym więcej. Wyznaczony jest termin wykonania projektu. Scenograf nadzoruje jego wykonanie aż do premiery. Stolarze, plastycy, krawcowe nie mogą robić tego, co chcą, tylko wykonują wspólną pracę zawierającą się w moim pomyśle. Scenograf odpowiada za swe dzieło aż do dnia przed premierą i musi się z niego wywiązać.

VICTOR: Woli Pani robić scenografię do przedstawień dla dzieci czy dorosłych?

MARIKA WOJCIECHOWSKA: Dziecko jest wymagającym widzem. Nie zadowolą go na scenie dwa krzesełka, a w teatrze dramatycznym jest to możliwe. Jestem zwolenniczką teatru minimalnego. Nie lubię przesytu na scenie. Dziecko jednak, by się nie nudziło, musi mieć dużo więcej bodźców niż dorosły. Trzeba mu je zapewnić. Nie, że ma być kolorowo i słodko. Nie uprawiam typu klasycznego scenografa dla dzieci. Staram się być konsekwentna i realizować swoją ideę. Czasem reżyser pyta: czy to jest na pewno scenografia dla dzieci?

VICTOR: Co było inspiracją do przedstawienia, które widzimy na zdjęciach?

z2MARIKA WOJCIECHOWSKA: Scenografia do mojego ostatniego przedstawienia w warszawskim Teatrze Rampa pt. Dzień Dziecka jest w kolorze czarno-szaro-białym z bardzo małą ilością żółtego. To nietypowa kolorystyka w przedstawieniach dla dzieci. Bohaterem spektaklu jest Jan. Zapracowany, zmęczony życiem, nie poświęca czasu swemu dziecku. Marzy o tym, by samemu stać się dzieckiem, by uciec od życia. Tak się staje. I wtedy okazuje się, że życie dziecka nie jest takie fajne ani różowe. Dzieci też mają problemy, kłopoty. Mają ciężko nie tylko w szkole. Bycie dzieckiem nie jest łatwe. Zastanawiałam się, co by oddało najlepiej klimat tej historii na scenie. Dużo w niej się dzieje, jak na przykład w internecie. Masa zdjęć i obrazów, ludzi, historii… To mnie zainspirowało, by wykorzystać zdjęcia z dzieciństwa. Gdy człowiek jest czasem w sytuacji kryzysowej, całe życie przelatuje mu przed oczami. W ten sposób starałam się oddać to, co dzieje się w głowie głównego bohatera. Z tego chaosu w finale rodzi się ład i porządek.

Autor: Artur Maciak

Zdjęcia bohaterki wywiadu z prac nad scenografią do spektaklu
„Dzień Dziecka” w warszawskim Teatrze Rampa