cogito

W jaki sposób sieciowe znajomości mogą omotać, uwięzić, osaczyć? Jak uporać się z krytyką, szyderstwem na temat swojego wyglądu?

Powiedz, co o mnie myślisz…

Na YouTubie pojawia się kolejny filmik typu: „Jestem ładna czy brzydka?”. Oto jakaś nastka – nie oszukujmy się, w głębi ducha przekonana, że całkiem, całkiem prezentuje się przed lustrem i na zdjęciach – kręci sobie amatorski filmik w rytm ulubionej piosenki, najczęściej w zaciszu własnego pokoju (niekoniecznie sprzątniętego), wygina się śmiało w wyzywających pozach, robi słodkie minki i trzepocze rzęsami.

Cel filmiku jest jeden: dziewczyna chce dowiedzieć się, co na jej temat myślą internauci. Jest atrakcyjna czy nie? Prowokacyjnie pyta: „Uważam, że jestem paskudna, zgadzasz się ze mną?”. Oczywiście liczy na to, że internauci chórem odpowiedzą: „Nie! Coś ty, jesteś ekstra laska!”. Miłe, prawda? Gorzej, jeśli wśród internautów pojawią się i tacy, co w niewybrednych słowach stwierdzą, że jest pasztetem, obleśną krową, że na jej widok zbiera im się na mdłości (to najdelikatniejsze określenia).

Co zrobi dziewczyna? Wzruszy ramionami, roześmieje się, zignoruje? Wątpliwe. Boleśnie odczuje ten atak i choć będzie sobie wmawiać, że to jacyś sfrustrowani idioci, to i tak ciężko będzie jej zapomnieć obelgi pod swoim adresem. Pożałuje, że umieściła filmik? Zapewne.

Tam są wszyscy, więc ja też?

Psycholodzy biją na alarm: „Internet groźniejszy niż myślicie!”. Nie, nie chodzi wyłącznie o dostęp do treści pornograficznych, o nasiąkanie przemocą, której uczą gry platformowe, o możliwość stania się ofiarą pedofilii i oszustów, o zbyt długie godziny spędzone przed komputerem. To wszystko prawda, to jest groźne, ale to, na co chcą zwrócić uwagę naukowcy, to wielkie ryzyko, jakie niosą ze sobą wszelkie internetowe znajomości oraz upublicznianie swojego wizerunku, swojej osoby w internecie. A to przecież robi większość z was.

Profile na Facebooku, Snapchacie, konta na Instagramie, Pintereście, Twitterze, przynależność do fanpejdży, blogi – trudno sobie wyobrazić życie towarzyskie bez tych internetowych udogodnień. To prawda. „Tam są wszyscy, więc ja też” – odpowiada przeciętny gimnazjalista zapytany, dlaczego zakłada konto na profilu społecznościowym. Życie towarzyskie toczy się w internecie – szybkość wymiany informacji to jego ogromna zaleta, gorzej, że rzadko kto jest odporny na ataki, głupie żarty i oszczerstwa, które są nieodłączną częścią wolności internetowych opinii.

Zaszczuci przez internautów

Na temat tej sprawy było głośno parę lat temu. Kilkoro użytkowników portalu ASK.FM popełniło samobójstwo, bo zostali zaszczuci nienawistnymi, obraźliwymi groźbami. Na świecie zawrzało: „Zamknąć portale! Sprawdzać każdy wpis! Surowo karać użytkowników siejących nienawiść!”. Problem w tym, że to nie takie proste. Internetu nie da się stuprocentowo kontrolować, trudno też wyobrazić sobie funkcjonowanie bez dostępu do sieci – zwłaszcza ludziom młodym takie rozwiązanie wydaje się wręcz kosmicznie niewykonalne.

Co robić? Zachować czujność i chłodny dystans – tylko to może ustrzec przed dramatem. Wyobraź sobie taką sytuację: jedziesz na obóz, poznajesz nowych ludzi, jedni przypadają ci do gustu, inni nie. Tym fajnym zwierzasz się, spędzasz z nimi czas, wygłupiasz się razem z nimi. Tych mniej sympatycznych unikasz, bo podświadomie czujesz, że nie spotka cię z ich strony nic dobrego, nie ufasz im na tyle, aby otworzyć się przed nimi. A internet to taki wielki „obóz” nowych, nieznanych ci osób. Nic o nich nie wiesz. Mogą udawać twoich przyjaciół, a za chwilę zdradzić twoje sekrety. Mogą dla głupiego żartu wyrządzić ci przykrość. Mogą też wyładowywać na tobie swoje kompleksy, wyżyć się za nieudany dzień.

Nic o nich nie wiesz. To dlaczego zapominasz o swojej intuicji i odsłaniasz się, upubliczniasz? Przecież nie zrobiłbyś tego w realnym życiu. Dlaczego robisz to w internecie?!

Chcę zapomnieć o tej „przyjaźni”

Kilka tygodni temu napisała do nas Magda:

„Chciałabym zaproponować napisanie artykułu na temat internetowych znajomości. Mogłabym przytoczyć jako przykład moją historię. Przekonałam się na własnej skórze, jak to jest, kiedy internetowy przyjaciel potrafi wpłynąć na zachowanie w realu.”

Magda opisała, w jaki sposób znajomość z internetu przysporzyła jej kłopotów: „Na początku jest cudownie: ta osoba jest zawsze do dyspozycji, chętnie poczatuje. Mel (nick zmieniony przez autorkę mejla) interesowała się moimi sprawami. Rozmawiałam z nią na Skypie z kamerką. Tak więc – normalna dziewczyna, tyle że po drugiej stronie ekranu. Mel bardzo angażowała się w naszą znajomość.

Szybko przełamała pierwsze lody i nazwała nas najlepszymi przyjaciółkami. Wtedy zapaliło mi się po raz pierwszy czerwone światełko, że chyba przesadza, ale je zignorowałam. Uwierzyłam w wirtualną przyjaźń, bo nie chciałam zrobić jej przykrości. Sama zresztą byłam bardzo samotna w swojej klasie. A Mel naprawdę zachowywała się jak przyjaciółka: codziennie do mnie pisała, powierzała sekrety. I tylko odległość nas dzieliła – jakieś 200 km. Ja w wielkim mieście, ona w małej miejscowości w innym województwie.

Niektóre rzeczy niepokoiły mnie. Często podsyłała mi linki do komiksów yaoi, choć za każdym razem odpisywałam, że to obrzydliwe. Czasem linkowała teledyski na YouTubie, w których występowali okaleczeni bohaterowie. I jeszcze ta jej chorobliwa zazdrość – musiała zawsze wiedzieć, co w danym momencie robię i kiedy będę na Skypie.

Aż w końcu nadeszła pierwsza kłótnia, po pół roku znajomości. Przez jakiś czas nie odpisywałam na wiadomości Mel albo robiłam to z opóźnieniem. Internetowa przyjaciółka poczuła zazdrość. Przez długi czas żyłam w nieświadomości, aż dotarł do mnie mejl, że Mel się pocięła. Przez ciebie! – taki był przekaz wiadomości od wściekłej siostry Mel.

Przez tydzień chodziłam rozchwiana. Naprawdę ją lubiłam i płakałam z jej powodu. W nocy nie mogłam spać, w dzień byłam rozkojarzona. Gdy wchodziłam na pocztę, trzęsły mi się dłonie. Podjęłam decyzję. Za dużo kosztowało mnie utrzymanie tej znajomości. Musiałam jak najszybciej zerwać kontakt. Przestałam pisać.”

Takich historii jest mnóstwo i potwierdzają to, przed czym przestrzegają psycholodzy – internet nie jest niewinny i z chwilą wyłączenia komputera, nie odłączamy swoich emocji. Rozczarowania, lęki, złość, wstyd – to wszystko zostaje. Czy można ochronić się przed takimi uczuciami?

Publikujesz? Narażasz się na ataki

Twoje słowa w internecie mogą wywołać różne reakcje – od pochlebnych i sympatycznych przez złośliwe aż po pełne nienawiści. Niesprawiedliwe? Owszem. Hejterzy są bezkarni i niestety, żaden moderator strony nie jest w stanie uchronić użytkowników przed chamstwem i złośliwością innych osób. Można wykasować wulgarne słowa, ale wiadomo przecież, że złośliwie dokuczyć komuś można też w bardzo grzeczny, zawoalowany sposób.

Jeśli nie chcesz płakać z powodu internetowych znajomości, nie wywnętrzaj się na portalach, chroń swoją prywatność i swoje uczucia. W sieci szukaj informacji, rozrywki, wiedzy. Uczucia pozostaw w realnym życiu. Chroń samego siebie!

Zdjęcie użyte na mocy licencji Ingram Image

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji ?
Zrobisz to wypełniając poniższy formularz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *