ing_33594_71692

Wakacje – włącz myślenie

Wakacje – luz, słońce, morze, góry, przygody, obóz, przyjaciele. Albo… coś ekstremalnie NIEBEZPIECZNEGO…

 

[Częstochowa]
Szesnastolatka weszła na teren opuszczonego budynku ze swoimi znajomymi. Bawiła się tam, dwoje spośród tych znajomych piło alkohol. W pewnym momencie najprawdopodobniej ześlizgnęła się do kanału wentylacyjnego. Spadła z najwyższej kondygnacji na parter. Poniosła śmierć na miejscu.

[Borek Mały]
Dzikie kąpielisko (tzw. żwirownia), wakacje, upalny dzień. Szesnastolatek pływał tam na rowerze wodnym. Postanowił skoczyć – na główkę. O własnych siłach z wody już nie wyszedł. Stracił przytomność. Pomocy udzielili mu koledzy i ratownik medyczny. Przetransportowano go do Rzeszowa, przeszedł operację. Niestety – lekarze nie robią rodzinie wielkich nadziei. Chłopak stracił czucie w rękach i nogach. Uraz rdzenia kręgowego, tak częsty przy skokach na główkę. Prawdopodobnie do końca życia nie będzie mógł się już poruszać o własnych siłach. Chyba że stanie się cud…

  • Każdy, absolutnie każdy (!!!) (również pierwszy, również do znanego akwenu, również do akwenu pozornie głębokiego) skok do wody na główkę może skończyć się śmiercią lub – jak bardzo często bywa (!) nieodwracalnym kalectwem!

    Kiedy po skoku głowa uderza o coś twardego leżącego na dnie lub po prostu o dno, następuje tzw. szok rdzenia kręgowego. To element całkowitego uszkodzenia funkcji tego narządu. Jeśli na skutek urazu mechanicznego dochodzi wtedy do, potocznie mówiąc, „skręcenia karku” (czyli zwichnięcia lub złamania kręgosłupa szyjnego), medycyna jest w zasadzie bezradna. Może dojść nawet do tetraplegii – porażenia czterokończynowego. Taki pacjent nie chodzi, nie ma czucia w nogach ani w rękach. Pozostaje za to w pełni świadomy tego, co się z nim dzieje.

[Białystok]
Piętnasto- i szesnastolatka jadąc skuterem wymusiły pierwszeństwo na kierowcy renault. Spowodowały wypadek, trafiły do szpitala. Kierowcy nic się nie stało.

[Okolice Chełma]
Pięcioosobowym autem jechało dziewięć osób, wszystkie w wieku 13-17 lat. Kierowca był młody, niedoświadczony i – co chyba kluczowe – nie miał prawa jazdy. Miał za to pół promila alkoholu we krwi i to po czterech godzinach, kiedy został zbadany przez policję.  Młodzież wracała z jednej imprezy. Na śliskim zakręcie auto wypadło z drogi i uderzyło w drzewo. Siedem osób zginęło na miejscu. Najmłodsza ofiara miała 13 lat. Wypadek przeżyła tylko pasażerka siedząca z przodu i nieletni kierowca auta.

 

Media właściwie codziennie donoszą o nowych wypadkach wśród nastolatków. Ich przyczyną zwykle jest brawura, brak doświadczenia (np. w wypadkach komunikacyjnych, a więc tych, które zdarzają się na drodze), głupota, czasami alkohol czy inne środki odurzające.

ZABAWY?

Gimnazjaliści, z którymi rozmawialiśmy, nie wydawali się specjalnie zszokowani podanymi przykładami „zabaw”. Pewne wrażenie zrobiły na nich tylko tragiczne w skutkach wypadki komunikacyjne. Kilka osób skomentowało, że „przecież wszyscy wiedzą, że nie wolno jeździć samochodem po alkoholu” albo „jak się nie umie jeździć, to się nie jeździ”. Szybko jednak przeszliśmy do omawiania ich własnych „dokonań”. I tu też włos mógł się dorosłemu zjeżyć na głowie. Nie z wrażenia!

Bo to, co młodym ludziom wydaje się czasami śmieszne, „fajne i na luzie” – dla człowieka z większym doświadczeniem jest po prostu przerażającym popisem głupoty i braku wyobraźni. Choćby taka „zabawa”…

Nie powiem, głupie rzeczy człowiek robił z nudy w zeszłe wakacje! – opowiada chłopak, który poprosił o nie podawanie jego imienia („Matka by mnie zabiła, gdyby wiedziała, co robię popołudniami”). Dla uproszczenia nazwijmy go „Mateuszem” – Jest taka zabawa (to oryginalne sformułowanie wypowiadającego się chłopaka, z którym my się absolutnie nie zgadzamy – dop. red.) „kto dłużej wytrzyma na jezdni”. Słyszałem też o wersji „kto dłużej wytrzyma na torach” (masakra! – dop. red.). Jak się w nią gra? Proste. Trzeba się położyć na jezdni i czekać, aż nadjedzie samochód. Potem oczywiście szybko się z tej jezdni zwinąć, ale jak najbliżej nadjeżdżającego auta! Wygrywa ten, kto wytrzyma najdłużej.

Co wygrywa? Na to pytanie „Mateusz” nie potrafi odpowiedzieć.

W sumie to nic ważnego. Uznanie kumpli może… Może sławę w necie, jak uda się upublicznić filmik w sieci, ale konkurencja jest ostra, więc to mało prawdopodobne. Więc w sumie to raczej nic.

A więc dla tego „niczego” warto ryzykować życie i zdrowie?! A ryzyko jest całkiem realne! W Świdnicy samochód przejechał na przejściu dwudziestolatka. Jego ojciec podejrzewa, że syn „bawił się” w „kto dłużej wytrzyma na jezdni”… Pod Świdnicą kilka miesięcy wcześniej samochód przejechał dziewiętnastolatka. „Bawił się” wskakując pod przejeżdżające samochody… Wcześniej w tym samym mieście policję zaalarmował telefon o straceńcach, którzy bawili się w „czarne koty” (przebiegające jezdnię). Niestety, zanim policjanci zdążyli zająć się tą sytuacją – przyszedł kolejny telefon. O wypadku. I o nastoletniej ofierze śmiertelnej.

 

INTERNETOWA SŁAWA?

Najgłupsza wakacyjna akcja? Skakanie po dachu „malucha” u dziadków – przyznaje kumpel „Mateusza”, Jarek. – Ale szybko się skończyło, bo jeden z kolegów się osunął po blasze i zleciał. Potem okazało się, że ma złamaną rękę i lekko przechlapane, bo miał jechać na obóz sportowy. Nie pojechał. On najbardziej żałował, że nikt całej akcji nie nagrywał i tak trochę była na próżno.

Fragment wypowiedzi o nagrywaniu godny jest, by zwrócić na niego uwagę. To internetowa sława często pcha bowiem młodych ludzi do ekstremalnie nieodpowiedzialnych i ekstremalnie niebezpiecznych zachowań. Takich choćby jak „występ” prekursorów polskiego pranku, pewnej grupy z Wrocławia, której nazwy nie wymieniamy, by nie robić jej dodatkowej reklamy.

Jeden z członków grupy dla internetowej sławy, ubrał się w kilka warstw odzieży, a następnie… poprosił kolegów, żeby go oblali benzyną i podpalili. Chłopak miał szczęście, że po prostu nie zginął w potwornym bólu! Ból będzie mu jednak towarzyszył jeszcze długo – przez kilka tygodni leczył się w Instytucie Oparzeń w Siemianowicach Śląskich na oparzenia II i III stopnia. Niewiele go to chyba nauczyło, bo… w Internecie można znaleźć filmik, na którym chwali się… kartą wypisu z oddziału oparzeń.

 

CO TO ZA PRÓBA?

Tak zwane próby odwagi są od lat popularne wśród młodych ludzi – przyznają jednym głosem psychologowie. Według badań Deutsche Forschungsgemeinschaft z 2001 r. w jednym tylko regionie Niemiec, Nadrenii – Westfalii, co czwarta osoba między 9. a 17. rokiem życia – w takiej próbie uczestniczyła!

Nigdy jednak te próby nie przybierały takich rozmiarów, nie były tak ekstremalne, niebezpieczne, tak głupie!

Mam dwóch synów, czternasto- i siedemnastoletniego. I wydaje mi się czasami, kiedy obserwuję ich i ich kolegów w wolnym czasie, że to pokolenie jest w ogóle pozbawione wyobraźni. Wydaje im się, że życie to jedna wielka gra komputerowa – stwierdza matka gimnazjalistów z Łodzi, która pragnęła pozostać anonimowa. – Jak słucham ich rozmów, to ograniczają się do: „Nudzi mi się! Zróbmy coś! Cokolwiek! Nieważne, mądrego czy nie! Byle coś się działo”. No i dzieje się. W telewizji lecą plansze „Nie róbcie tego w domu”. Ale powiedzmy sobie szczerze, który młody człowiek przejmie się taką planszą? No właśnie…

 

PRANKSTEREM* BYĆ

Gimnazjalistów fascynują też pranksterzy. Jeden gimnazjalista zainspirowany filmikami pranksterów, rozpylił w szkole… gaśnicę pianową. Dwóch kolegów nawdychało się gazu z tej gaśnicy i wylądowało w szpitalu.

Psychologowie są zgodni. Te pojawiające się często w wakacje popisy mają tylko jeden cel – zdobyć sławę. Choćby małą, lokalną, chwilową, jaką daje chociażby wygranie zakładu!

Ale przecież gimnazjalista to nie niemowlę. I dlatego jest w stanie zadać sobie pytanie – czy to  naprawdę jest tego warte? Czy kilkulinijkowy wpis „wow, mega, gratki!” – jest wart tego, żeby stracić rękę, nogę, mieć blizny do końca życia czy po prostu, jak wielu nastolatków w ostatnich latach w wakacje – w głupich „zabawach” i popisach – stracić życie?!

 

*KTO TO JEST PRANKSTER?

Prankster to gwiazda sieci, przede wszystkim youtube. Zajmuje się wymyślaniem i realizowaniem głównie śmiesznych, ale i szokujących, zaskakujących filmików, które oczywiście mają spodobać się jak największej liczbie ludzi, od ilości wejść („odsłon”) zależy bowiem zarobek takiego popularnego prankstera!

Popularnym okrzykiem anglojęzycznych pranksterów na koniec ich pranków („wkrętów”) jest: „It`s a prank, bro, it`s a prank! (W wolnym tłumaczeniu: „Koleś, to tylko żarty!”).

Nie zawsze żarty te są rozumiane zgodnie z intencjami twórców. W samej Wielkiej Brytanii wiele osób za rzekome pranki (np. celowanie z dziecinnych karabinów Nerf do policji czy podkładanie fałszywych bomb!), ma postawione zarzuty, a zdaniem Kena Marsha, szefa Metropolitan Police Federation, i tak mają szczęście, że któryś z policjantów, który z daleka nie rozpoznałby karabinka Nerf – ich po prostu nie zastrzelił! Bo ma do tego prawo!

  • Podstawowe zasady bezpiecznych wakacji:

    • Nigdy nie wsiadaj do auta z kimś, kogo nie znasz.
    • Nie wsiadaj do auta z kimś, kto pił choćby odrobinę alkoholu albo zażywał inną substancję.
    • Nigdy też nie zgadzaj się na podróż z kimś, kto nie ma prawa jazdy.
    • Nigdy, przenigdy nie skacz do wody.
    • Nie wchodź do wody, jeśli nie umiesz pływać.
    • Nie popisuj się!
    • Nie odpływaj dalej, niż pozwalają na to twoje umiejętności.
    • Żadna internetowa sława nie jest warta twojego życia i zdrowia.
    • Nie chodź po miejscach, które do tego nie służą.

[Informacje pochodzą z: „Dziennika Zachodniego” (region Częstochowa).
Badania i przykład przytoczono za: „Igraszki z adrenaliną”, listopad 2004 r., Newsweek Polska.]

Zdjęcie użyte na mocy licencji Ingram Image


TO RÓWNIEŻ MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji ?
Zrobisz to wypełniając poniższy formularz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *