img88

TŁUMACZ czyta książkę 5 razy

Dr hab. Krzysztof Fordoński – tłumacz angielskiej literatury pięknej (m.in. powieści Flanna O’Briena, Paula Austera, Williama Whartona), wykładowca akademicki, redaktor naczelny „Language and Literary Studies of Warsaw” i  „Polish Journal of English Studies”.

 

Victor: Pamięta Pan, kiedy po raz pierwszy pomyślał, że mógłby zostać tłumaczem?

Dr hab. Krzysztof Fordoński: Sprawiło to czytanie książek. Lubiłem czytać już od przedszkola. Pod koniec liceum, gdy zobaczyłem film „Łowcy androidów”, postanowiłem przetłumaczyć (tak dla siebie) książkę „Androidy śnią o elektrycznych owcach” Blade Runnera.

Jak wyglądało pierwsze poważne zlecenie?

Studiowałem wtedy anglistykę na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Koledzy wciągnęli mnie w tłumaczenie dosłownie na ulicy. Powiedzieli, że jest wydawnictwo, które potrzebuje tłumaczy. Przetłumaczyłem fragment książki „Tolkien” (to był słownik postaci, miejsc z powieści Tolkiena). To był mój pierwszy tekst przyjęty przez wydawnictwo. Za nim poszło tłumaczenie pierwszej całej książki.

Ma Pan pewnie na swoim koncie sporo książkowych tłumaczeń?

Przetłumaczyłem w ciągu 10 lat około 30 książek. Teraz tłumaczę głównie prace naukowe czy listy dialogowe filmów.

Da się żyć tylko z tłumaczenia?

Osób, dla których tłumaczenie jest jedynym zajęciem, jest naprawdę niewiele. Dodatkowe zajęcie to konieczność, szczególnie na początku pracy tłumacza. Trzeba zainwestować pół roku pracy, by potem, po zakończeniu tłumaczenia, czekać jeszcze kilka miesięcy na honorarium.

A kiedy wyrobi się swoją markę – jest już łatwiej?

Tu markę wyrabia się stopniowo. Jeśli np. tłumacz ma na swym koncie 30 przetłumaczonych sztuk teatralnych, to za każdym razem, gdy taka sztuka jest wystawiana, otrzymuje honorarium. A gdy na podstawie książki, którą tłumaczył, powstaje film, tłumacz też na tym zarabia. Podobnie za każde kolejne wydania przetłumaczonej książki. Ale zanim to nastąpi, musi upłynąć sporo czasu. Trzeba stworzyć, wypracować sobie taki kapitał, by móc z niego korzystać.

Strona po stronie, rozdział po rozdziale – jak się tłumaczy książkę?

Można tłumaczyć strona po stronie. Nie zawsze to jednak jest możliwe. W języku angielskim jest tak, że płeć bohatera pojawia się wtedy, gdy określamy go zaimkiem. Ale można zaimków unikać i wówczas nie wiadomo, czy bohaterem książki jest dziewczyna i chłopak, czy może dwie dziewczyny. Jeśli pisarz wyjaśnił to na końcu książki, to bez jej przeczytania w całości tłumaczenie jej strona po stronie jest nic niewartą robotą.

Komputer jest pewnie nieodłącznym atrybutem tłumacza?

Raczej tak, bowiem zawsze trzeba wklepywać do komputera to, co przetłumaczone. Ważne, żeby od razu robić to jak najlepiej, nie z myślą, że jeszcze to będę poprawiał. Owszem, część się poprawi, ale coś może umknąć.

Ile razy tłumacz musi przeczytać książkę, nad którą pracuje?

Czytam książkę przed tłumaczeniem – raz. Tłumacząc ją – czytam ją po raz drugi. Potem trzeci – by rozwikłać wszystkie „zagadki” pojawiając się podczas tłumaczenia. Po tym, jak książka wraca od wydawcy po korekcie i redakcji – czytam ją po raz kolejny, by odnieść się do poprawek.

Jak długo tłumaczy się stronę książki?

Proces tłumaczenia to czasochłonne zajęcie. Przetłumaczenie strony zajmuje około 1,5 godziny. Z czego godzina to myślenie i kombinowanie oraz kolejne czytanie. Nie da się w tłumaczeniu pominąć nudnych opisów przyrody czy przyspieszyć czasu trwania filmów. Stawki za przekład mogą się wydawać zachęcające, ale gdy odniesiemy je do czasu, jaki trzeba poświęcić tłumaczeniu, nie wygląda to już tak różowo.

Ma Pan swój ulubiony słownik?

W sieci jest wiele słowników angielskich. Ale słowa w języku angielskim mogą mieć od 3 do 80 znaczeń. Czasem to 79 okazuje się kluczowe i nieujęte w Internecie. Jak każdy tłumacz jestem kolekcjonerem wszelkiego rodzaju słowników papierowych, specjalistycznych, tematycznych, gwary czy nawet grypsery.

Jak zostać tłumaczem?

Jeśli wybór studiów to szukanie pomysłu na „karierę”, polecam lingwistykę stosowaną. Nauka dwóch języków jest normą na tym kierunku (bardziej dostosowanym niż filologie do ewentualnych potrzeb rynku).

Każdy może zostać tłumaczem?

Tłumaczenie to zajęcie dla ludzi lubiących czytać. Trzeba spędzić sporo godzin w samotności. Osobom, które lubią towarzystwo, mają ogromny temperament – może być trudno. Sukces w przekładzie literackim oznacza, że nie spotykamy się z ludźmi prawie w ogóle. Sukces przekłada się na to, że jest praca.

Tłumaczenie wymaga samodyscypliny?

Każdego dnia trzeba posadzić siebie przy biurku. I przez kilka godzin należy siedzieć i pisać. To nie praca, w której trochę posiedzimy na FB, Instagramie, pogadamy z kimś, i jakoś zleci. Nie przetłumaczymy książki na kolanie.

Ważne!

  • Osób, dla których tłumaczenie jest jedynym zajęciem, jest naprawdę niewiele. Dodatkowe zajęcie to konieczność, szczególnie na początku pracy tłumacza.
  • Proces tłumaczenia to czasochłonne zajęcie. Przetłumaczenie strony zajmuje ponad godzinę.
  • Tłumaczenie to zajęcie dla ludzi lubiących czytać i dobrze znoszących godziny w samotności.

 

 

 

Rozmawiał: Adam Zmitrowicz

Zdjęcia: archiwum prywatne Krzysztofa Fordońskiego

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji ?
Zrobisz to wypełniając poniższy formularz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *