11-13-wywiad-v21_2016-2

Rafał Sonik – mistrz Dakaru

Ściga się z dużo młodszymi zawodnikami. I wygrywa. To nie przypadek – na sukces pracuje ciężko i konsekwentnie, pokazując, że Polacy potrafią być mocni i nieugięci.

Rafał Sonik – przedsiębiorca i znakomity kierowca rajdowy. Pierwszy polski kierowca, który wygrał legendarny rajd Dakar w 2015 roku. Kilkakrotnie zdobywał Puchar Świata FIM i mistrzostwo Polski w rajdach. Staruje na quadach.

Rajd Dakar (dawniej Rajd Paryż–Dakar) – rajd terenowy samochodów, motocykli, ciężarówek i Fuadów, organizowany co roku, rozgrywany w bardzo trudnych warunkach (pustynia, kilkusetkilometrowe odcinki.

Victor: Przyszło Panu do głowy w latach szkolnych, że pojedzie Pan w rajdzie Dakar?

Rafał Sonik: Jak każdy młody człowiek miałem wiele marzeń, dotyczących różnych sfer życia. Moją pasją było wtedy narciarstwo i w okresie licealnym, w miesiącach zimowych, niemal codziennie byłem na Kasprowym Wierchu. Trasę Kraków-Zakopane pokonywaliśmy z kolegami tam i z powrotem setki razy. Moim największym marzeniem było wówczas zwycięstwo w zawodach mistrzostw Polski w narciarstwie i dostanie się do reprezentacji. Nie udało się, ale dzięki narciarskiej pasji zacząłem zarabiać pierwsze, poważne pieniądze, które w konsekwencji pozwoliły mi reprezentować Polskę w rajdach terenowych na pięciu kontynentach.

Kiedy w takim razie pojawiła się pierwsza myśl o rajdzie?

Rafał Sonik: Na quadzie początkowo jeździłem rekreacyjnie. Zwiedzałem Polskę z grupą znajomych i przekonywaliśmy się na własnej skórze, że jest to pojazd, który niczym koń – niemal wszędzie. Pod każdą górę. W każdych warunkach. Potem przyjaciele zaczęli namawiać mnie do spróbowania sportowej rywalizacji. Pierwsze rajdy miały miejsce w Polsce, ale ten najważniejszy dla mnie test odbył się w 2009 roku podczas Rajdu Dakar. Pozostali rajdowcy z Polski obstawiali, do którego etapu dojadę. Na ile dam sobie radę. Wszyscy przegrali, bo nie tylko dojechałem do mety, ale zająłem trzecie miejsce w klasie. To był wielki sprawdzian i pierwsza, potężna lekcja, która dała mi wiarę, że mogę wygrać tę legendarną rywalizację.

Jak wygląd przygotowanie do rajdu? Czy odwiedza Pan siłownię, biega, pływa i trenuje na quadzie, czy robi to Pan na specjalnym torze, miejscu, zapoznaje się z  topografią i warunkami klimatycznymi?

Rafał Sonik: Trenuję codziennie. Jest to przygotowanie z elementami treningu wytrzymałościowego oraz funkcjonalnego. Ćwiczenia dostosowane są do specyfiki jazdy na quadzie. Nawet na orbitreku mam zmienione rączki tak, by przypominały te quadowe. Razem z moim trenerem Karolem Łakomcem wykonujemy wiele ćwiczeń na obręcz barkową, korpus oraz plecy. Równie ważny jest brzuch oraz nogi, które pracują przez niemal cały etap. Do tego długa sesja rozciągania, marszobiegi, górskie trekkingi w Tatrach i Alpach. Na quadzie trenuję przede wszystkim w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – tamtejsza pustynia zapewnia wszelkie rodzaje podłoża, jakie potem spotykam podczas rajdów Pucharu Świata i Dakaru. Poza tym każdy start jest dla mnie treningiem i nauką, która pozwala do perfekcji dopracowywać technikę jazdy czy szczegóły konstrukcji i mechaniki quada.

Jak wygląda dzień na rajdzie?

Rafał Sonik: Podczas Dakaru najcenniejszą rzeczą jest czas. Zawsze odczuwamy jego deficyt. Rano wszystko wyliczone jest co do minuty. Poranna toaleta, śniadanie jedzone w trakcie ubierania stroju quadowego, odżywki i specjalny koktajl przygotowywany przez mojego osteopatę Stanisława Czopka. Wstajemy około czwartej rano. Godzinę później jestem już na starcie dojazdówki. W ciemnościach docieramy drogami publicznymi na start odcinka specjalnego, ruszamy na ogół tuż przed albo tuż po wschodzie słońca. W zależności od liczby kilometrów, które mam do pokonania, spędzam na quadzie od czterech do ośmiu godzin. Pod warunkiem, że omijają mnie przygody i awarie. Po przyjeździe na metę mechanicy przejmują quad, a ja zjadam obiad i oddaję się w ręce osteopaty (fizjoterapeuta z doskonałym przygotowaniem medycznym). Po masażu jest obowiązkowy briefing (rodzaj konferencji prasowej) i czas na przygotowanie roadbooka, czyli mapy etapu na kolejny dzień. Kolacja i jeżeli wszystko dobrze idzie, to o 22–23 jestem już w łóżku. Zostaje mi maksymalnie sześć godzin na sen. A to ogromny komfort, który mają tylko nieliczni zawodnicy.

Dakar to największy Pana sukces?

Rafał Sonik: Na pewno zwycięstwo w Dakarze to bardzo ważne osiągnięcie. Zwłaszcza, że wcześniej żaden Polak nie dokonał tego indywidualnie. Jak dotąd dwukrotnie w klasie ciężarówek wygrał Darek Rodewald, który jeździ w roli mechanika pokładowego w holenderskim zespole Gerarda de Rooya. Dlatego jestem bardzo wyróżniony, będąc pierwszym kierowcą, który wygrał tę legendarną rywalizację. I mam nadzieję, że to osiągnięcie powtórzę. Cenię sobie także Puchar Świata, który wygrałem już pięciokrotnie i cztery razy z rzędu w ostatnich latach. To pokazuję pewną konsekwencję i rosnące doświadczenie, bo ścigam się z młodszymi o połowę zawodnikami.

Pamięta Pan najtrudniejszy etap rajdowy?

Rafał Sonik: Najtrudniejszy był Dakar 2011, kiedy startowałem w gronie faworytów i już na pierwszym etapie pechowo upadłem, łamiąc rękę. Z trudnościami technicznymi, wymagającym terenem czy morderczym upałem, jak na drugim etapie Rajdu Dakar 2015 można sobie poradzić. Kontuzja, która wyklucza z rywalizacji, wymaga nieco dłuższego oswojenia się z sytuacją. Zwłaszcza gdy człowiek czuje, że może bardzo wiele i ma świadomość, iż mógł walczyć o najwyższy stopień podium. Przez lata nauczyłem się jednak pokory i wiem, że czasem wygrywamy, a czasem się uczymy.

Jak sobie poradzić z sytuacją, gdy trzeba wycofać się z rajdu?

Rafał Sonik: To kwestia doświadczenia i uodpornienia się na pewne sytuacje. W naszym sporcie nie brakuje sytuacji, w których z powodu pechowej awarii hipotetyczny zwycięzca traci pozycję w ostatnim dniu dwutygodniowych zmagań lub na kilka kilometrów przed metą. Każdy z nas wie, że Dakar to „igrzyska olimpijskie sportów motorowych”, ale mamy to szczęście, że odbywa się on co roku, więc mamy motywację, by wracać, naprawiać swoje błędy i udowadniać sobie oraz innym, że upadek, czy awaria były wypadkiem przy pracy. Potknięciem, które trzeba zaliczyć, żeby dojść na szczyt.

Kierowca rajdowy to osoba pracująca z zespołem. Jak dzielicie się zadaniami?

Rafał Sonik: W rajdzie startuje jeden zawodnik (oczywiście mowa o motocyklach i quadach), ale na sukces pracuje grupa. W moim zespole jest zawsze kilka osób, z których przed rajdem każda ma ściśle określone zadania. Dwóch mechaników dba o quad i nie raz spędzają całą noc, reanimując go i przygotowując do kolejnego dnia twardej i wyczerpującej walki. Osteopata dba o moją regenerację, ale przygotowuje mi również płyn do camelbaka – zaopatruje w odpowiednią żywność na trasę i dba o odżywianie na biwaku. Julian, hiszpański motocyklista, pozwala mi wcześniej pójść spać, pomagając przy pracy nad roadbookiem. Jest też fotograf i operator, który dokumentuje cały start, tłumacz, który pozwala na szybką komunikację z organizatorami, a na Dakarze również kierowca serwisowej ciężarówki, która codziennie przemierza setki kilometrów z biwaku na biwak, wioząc niezbędne części.

„Ból – czuj go, jeśli przegrywasz. Zadawaj, gdy wygrywasz.” – To hasło, które miał Pan przed oczami na jednym z rajdów…

Rafał Sonik: Rajd Dakar to bardzo specyficzne zawody. Przedsięwzięcie komercyjne, w którym nie raz zdarzały się sytuacje naginania przepisów przez będących „pod parasolem” miejscowych zawodników. Lokalni quadowcy mieli więc nie tylko przewagę znajomości terenu, ale również nie do końca zgodne z przepisami wsparcie kibiców czy rodzin. Kiedy w kolejnych latach zajmowałem miejsca na podium, wiedziałem, że w uczciwej walce miałbym większe szanse. To bolało. Więc kiedy wygrałem w 2015 roku, miałem ogromną satysfakcję, bo przerwałem dominację miejscowych zawodników i pokazałem, że Polacy potrafią być dzielni i nieugięci.

Osiąga Pan sukcesy jako biznesmen i jako sportowiec. Jak godzić zajęcia obowiązkowe z pasją?

Rafał Sonik: Na pewno trzeba pamiętać, że życie bez pasji traci znaczenie i sens. Nauka, a w moim przypadku działalność przedsiębiorcy, to działanie, które ma na celu pozyskiwanie środków. Celowo nazywam je środkami, ponieważ wiedza, czy pieniądze nie są celem samym w sobie. Ważne jest to, jak je wykorzystamy. W co przekujemy nasz kapitał. Należy pamiętać, że prawdziwą wartością jest umiejętność dzielenia się swoimi przywilejami z innymi. Pasja jest ważna, ale pamięć o tych, którzy mieli trochę mniej szczęścia, jest równie istotna.

 

 

Rozmawiał Adam Zmitrowicz
Zdjęcia: archiwum Rafała Sonika

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji ?
Zrobisz to wypełniając poniższy formularz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *