cogito

Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas miłości, dobroci, rodzinnych spotkań. Są piękne nie tylko ze względu na prezenty pod choinką. Czy – jak Marysia – chciałeś kiedyś zamienić świąteczny upominek na coś, co nie jest rzeczą? Czy – jak Marek – byłbyś w stanie podzielić się swoim prezentem?

Tata wyjeżdża…

– Tata jest operatorem kamery. Operatorem amatorem, ale to jego prawdziwa pasja i zna się na tym jak nikt. Pod koniec wakacji dostał propozycję wyjazdu do Ameryki Południowej, by z ekipą znajomych z Niemiec realizować film o mieszkańcach lasów nad Amazonką – opowiada Marysia. Przygotowaniami do podróży żyła cała rodzina. Wszyscy odwieźli go na lotnisko. Miał wrócić z wyprawy na początku grudnia. Wiadomości od niego nie docierały regularnie, ale przychodziły.

Któregoś dnia rodzina dowiedziała się, że ekipa miała wypadek, straciła sprzęt. – Nie wiedzieliśmy dokładnie, co się stało. Nie byliśmy pewni, czy tata jest cały i zdrowy. Dopiero po dziesięciu dniach przyszła kolejna wiadomość, że nie odnaleźli się dwaj członkowie ekipy – mówi drżącym głosem Marysia. – Wśród nich był tata…

To był szok dla wszystkich. Mama Marysi powtarzała ciągle, że wszystko będzie dobrze. Głównie ona dawała całej rodzinie nadzieję, siłę i wiarę w odnalezienie taty. – Ja zwątpiłam w to, że ta historia będzie miała szczęśliwe zakończenie – przyznaje Marysia, która śledziła wszystkie informacje na temat zaginionych osób. Obejrzała setki relacji z podobnych przypadków. Święta zbliżały się wielkimi krokami. Informacje o zaginionych, jakie docierały do Polski, były skąpe. Potwierdziło się tylko, że wśród zaginionych jest operator kamery ekipy. Do wypadku doszło, gdy łódka wywróciła się, zahaczając o podwodny konar. Organizatorzy wyprawy mówili, że trzeba liczyć się z tym co najgorsze.

Do Wigilii został tydzień…

– Mama kupiła tacie prezent pod choinkę. A ja nie potrafiłam się w tym wszystkim odnaleźć. Najgorsze było życie w zawieszeniu. Ile można mieć tej nadziei? – pyta Marysia. 5 dni przed Wigilią nadeszła informacja, że jeden z zaginionych odnalazł się. Rodzina Marysi nie wiedziała, kto jest tą odnalezioną osobą. Radość przeplatała się z cierpieniem i niepewnością: co, jeśli to nie tata? Potem zadzwonił ktoś z Niemiec, że to tata się znalazł! – Dwa dni przed Wigilią usłyszałam głos taty. Powiedział: „Jestem cały, wrócę jak najszybciej”. Wigilię spędziłam przed laptopem. Rozmawiałam cały czas z tatą przez komunikator. Nie jadłam prawie nic z radości. Prezenty rozpakowaliśmy wspólnie z tatą dopiero po Nowym Roku, kiedy wrócił do domu.

Niespodziewany gość…

Każdy zna tradycję wigilijną, mówiącą o dodatkowym nakryciu dla niespodziewanego gościa. Marek czasem zastanawiał się, co by się tak naprawdę stało, gdyby taki gość zapukał do ich drzwi. Przed świętami w ich wsi wybuchł pożar. Spaliła się spora części domu, w którym mieszkał młodszy kolega Marka – Dawid. Dojeżdżali razem do szkoły. – Do dziś mam w uszach krzyk mamy Dawida i płacz jego rodzeństwa, które w samych piżamach biegało wokół domu i ratowało swojego ulubionego psa. Rodzina zamieszkała w remizie strażackiej. Cała wieś znosiła im potrzebne rzeczy.

– Stracić dom to wielka tragedia. A jeszcze stracić go przed świętami to podwójna przykrość – mówi Marek. Cała okolica tak czuła i pomagała tej rodzinie, jak mogła. Pojawiły się ogłoszenia w lokalnym radiu i prasie. Właściciel pobliskiego prywatnego tartaku postanowił pomóc w odbudowie domu. Póki co jednak zbliżały się święta…

Przed tymczasowym domem tej rodziny stanęła wielka choinka. Dorośli postanowili spotkać się przy niej w Wigilię, by podzielić się opłatkiem. Miał być to taki wspólny wiejski opłatek na powietrzu. – Pomyśleliśmy z kolegami i koleżankami, że warto by coś dać rodzeństwu Dawida od siebie, zrobić jakiś prezent – wspomina Marek. – Ktoś wpadł na pomysł podzielenia się tym, co znajdzie pod choinką. Po krótkim namyśle i dyskusji tak postanowiliśmy zrobić wszyscy. Dołączyliśmy też do spotkania opłatkowego dorosłych.

To było niezwykłe. Nawet zatrzymały się dwa przejeżdżające samochody. Ludzie, którzy z nich wyszli, również przyłączyli się do życzeń. A jak cała wieś i goście zaśpiewali kolędę „Bóg się rodzi”, ciarki przechodziły po plecach. Rodzina Dawida płakała. Mi też trudno było powstrzymać się od łez…

Niewiele mi zostało z prezentów pod choinkę, większością się podzieliłem. Julka oddała rodzeństwu Dawida wymarzony zestaw do rysowania. Maciek serię komiksów. Ktoś dał im planszówkę i słodycze. – Teraz już wiem, że niespodziewanych gości może być wielu, a spotkanie przy wigilijnym stole nie oznacza siedzenia i jedzenia, tylko wspólne bycie. I że warto pomagać.

Autor: Adam Zmitrowicz
Zdjęcie użyte na mocy licencji Ingram Image

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji ?
Zrobisz to wypełniając poniższy formularz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *